— Masz więc fotografię?

— Jeszcze nie, ale wiem, gdzie jest schowana!

— Jakżeś to wypenetrował?

— Ona sama pokazała mi kryjówkę. Mówiłem ci przecież, że tak będzie!

— Nic nie rozumiem.

— Nie chcę robić z tego żadnej tajemnicy! — rzekł, śmiejąc się. — Cała historia jest bardzo prosta. Zgadujesz zapewne, że całe to zbiegowisko na ulicy było urządzone umyślnie. Wszyscy ci ludzie zostali specjalnie zaangażowani na dzisiejszy wieczór.

— Tak też i myślałem!

— Gdy rozpoczęła się awantura, miałem w ręce trochę wilgotnej, czerwonej farby. Padając, umazałem sobie twarz i wyglądałem naturalnie strasznie. To stara sztuczka.

— Tego domyśliłem się także.

— Wniesiono mnie do domu. Temu nie mogła przeszkodzić. I właśnie złożono mnie w tym pokoju, o który mi chodziło. Pokój ten przytyka do jej sypialni, nic zatem nie mogło ujść mojej uwagi. Kiedy mnie złożono na sofie, udałem, że przychodzę do siebie, tylko duszno mi bardzo. Otwarto więc okno, a wtedy przyszła kolej na ciebie.