— Okoliczności nakazują najwyższą delikatność w postępowaniu. Chodzi o odwrócenie wielkiego skandalu od pewnego książęcego domu, skandalu, który mógłby dom ten poważnie skompromitować. Trzeba tego uniknąć za wszelką cenę. Sprawa ta, mówiąc otwarcie, dotyczy dynastii książąt Ormstein, dziedzicznych królów Bohemii.
Holmes oparł się wygodnie o poręcze fotelu i przymknął oczy.
— I o tym także już wiedziałem — szepnął.
Z widocznym zdziwieniem przybyły spojrzał na niedbale wyciągniętą postać najzręczniejszego agenta policyjnego w Europie. Holmes leniwie podniósł powieki i popatrzył na swego herkulesowej postawy gościa.
— Gdyby wasza wysokość raczyła opowiedzieć mi sprawę, o jaką chodzi — rzekł z wolna — byłoby mi daleko łatwiej udzielić rady.
Klient Sherlocka zerwał się nagle z krzesła i począł biegać po pokoju szybkim, nerwowym krokiem. Nareszcie gwałtownym ruchem zdarł z twarzy maskę i rzucił ją na ziemię.
— Zgadłeś pan! — zawołał. — Ja jestem księciem Ormstein, dlaczegóż zresztą mam to dłużej ukrywać!
— Istotnie nie widzę powodu — rzekł Holmes spokojnie — przecież wiedziałem o tym, zanim wasza wysokość wyrzekła jedno słowo!
Nasz dziwny gość usiadł znowu i przeciągnął dłonią po czole wysokim i białym.
— Pragnę, byś pan jednak zrozumiał... Powinien pan to zrozumieć, że nie mam zwyczaju zajmować się osobiście takimi sprawami. A przecież nie mogłem tej właśnie powierzać jakiemuś pośrednikowi, bo tym samym oddałbym się najzupełniej w jego ręce! W nadziei, że nie odmówisz mi pan swej rady, przybyłem incognito z Pragi do Londynu!