— Proszę, niech pan zechce usiąść — rzekł Holmes — oto mój przyjaciel i kolega, doktor Watson, który jest tak łaskaw, że pomaga mi w niektórych trudnych przedsięwzięciach. Z kimże mam zaszczyt...?

— Może mnie pan nazywać hrabią von Kramm... Przypuszczam, że pański przyjaciel jest człowiekiem honoru i na tyle dyskretnym, że mogę mu zawierzyć tajemnicę niezwykłej wagi. W przeciwnym razie wolałbym mieć do czynienia z samym panem Holmesem.

Podniosłem się natychmiast, by opuścić pokój, ale Holmes ujął mnie mocno za rękę i zmusił do zajęcia dawnego miejsca.

— Z nami obydwoma albo z żadnym — oświadczył stanowczym głosem. — Tego, co ma mi pan powiedzieć, może wysłuchać i doktor Watson!

Hrabia wzruszył swymi szerokimi ramionami.

— W takim razie — rzekł — muszę panów obydwu zobowiązać do absolutnej dyskrecji na przeciąg dwóch lat. Później ta sprawa nie będzie już mieć znaczenia, nawet gdyby ujawniło się moje nazwisko. Nie przesadzam jednak ani trochę, twierdząc, że ujawnienie jej w tej chwili mogłoby wywrzeć ogromny wpływ na historię Europy.

— Zobowiązuję się do zupełnej dyskrecji — rzekł Holmes.

— Ja również — dodałem.

— Zechcą panowie wybaczyć, że przywdziałem maskę — mówił dalej dziwny gość Sherlocka — ale wysoko stojąca osobistość, w której imieniu przychodzę z panami traktować, życzyła sobie wyraźnie, by agent jej pozostał panom nieznany. Równocześnie muszę też wyznać, że przedstawiłem się panom pod fałszywym nazwiskiem.

— O tym wiedziałem — rzekł Holmes sucho.