— Ma się rozumieć; dlatego uciekłem się do pańskiej pomocy — przerwał Pericord, bębniąc gorączkowo palcami po stole — ja wynalazłem, pan wykonałeś moją myśl, budując motor. Tym sposobem nasze zasługi i praca są zrównoważone.
Brown zaciął wargi. Widząc bezcelowość sprzeczki na ten temat, skierował całą uwagę na aparat, który przy każdym obrocie drgał i kołysał się, jak gdyby miał spaść ze stołu.
— Wspaniale, nieprawda? — spytał zachwycony Pericord.
— Zadawalniająco1 — poprawił flegmatyczny Anglik.
— To źródło sławy!
— To źródło bogactwa!
— Nazwiska nasze zasłyną, jak nazwiska Mongolfierów2!
— Miejmy nadzieję, że staną obok nazwiska Rotszyldów...
— Nie, nie, pan, panie Brown, zbyt prozaicznie się zapatrujesz. Największą nagrodą dla nas będzie uznanie ludzkości.
Brown poruszył ramionami.