— Świetnie pan to wszystko ułożył, pytanie tylko, czy to właśnie ci, których szukamy — zauważył Jones. — Gdyby ta sprawa była w moich rękach, ulokowałbym w doku Jacobsona oddział policji i aresztowałbym bandytów w chwili powrotu.
— Do tego by nie doszło. Ten Small jest zanadto przebiegły. Niewątpliwie wyśle kogoś na zwiady, a jeśli najmniejsza błahostka zbudzi w nim podejrzenie, ukryje się znowu na tydzień.
— Mogłeś się przecież trzymać tego Smitha, zaprowadziłby cię niechybnie do ich kryjówki.
— Straciłbym cały dzień na próżno. Stawiam sto przeciw jednemu, że Smith nie wie, gdzie oni mieszkają. Dopóki ma wódkę i pieniądze, nie zadaje żadnych pytań. Posyłają mu tylko zlecenia, co ma robić. Nie, rozważyłem wszelkie możliwe sposoby postępowania i ten wydał mi się najlepszy.
Rozmawiając tak, mijaliśmy szybko długi szereg mostów wznoszących się nad Tamizą. Gdy zbliżaliśmy się do City, ostatnie promienie słońca złociły krzyż na szczycie katedry św. Pawła57. Zmierzch zapadł, zanim dopłynęliśmy pod Tower.
— Oto doki Jacobsona — rzekł Holmes, wskazując stosy masztów i lin na wybrzeżu od strony Surrey. — Zwolnimy biegu i spróbujmy krążyć ostrożnie pod osłoną tych barek.
Wyjął z kieszeni lornetę i lustrował wybrzeże.
— Widzę swoją straż na stanowisku — zauważył po chwili — ale znaku chustką nie dostrzegam.
— A może byśmy tak popłynęli jeszcze kawałek w górę i tam na nich zaczekali? — rzekł Jones zniecierpliwiony.
W tej chwili byliśmy wszyscy zniecierpliwieni, nawet policjanci i palacze, którzy zaczynali się domyślać, o co chodzi.