— Niczego nie możemy być zupełnie pewni — powiedział Holmes. — Założę się, że płyną w dół rzeki, przysięgać jednak nie będę. Z tego miejsca możemy widzieć wejście do doków, ale oni chyba nas nie dostrzegą. Noc będzie pogodna, światła wszędzie pełno. Musimy tu pozostać. Patrzcie, jak się tam roi od ludzi w świetle latarni.

— To robotnicy z doków.

— Wyglądają jak ostatnie łotry, sądzę jednak, że każdy ma w sobie iskrę nieśmiertelności. Patrząc na nich, nikt by tego nie powiedział. Nic tego nie zdradza. Człowiek to szczególna zagadka!

— Ktoś określił człowieka jako duszę zamkniętą w zwierzęciu — wtrąciłem.

— Wywody Winwooda Reade’a na ten temat są słuszne — rzekł Holmes. — Człowiek jest zdumiewającą zagadką, niemożliwą do rozwiązania, ale w tłumie staje się za to wprost pewnikiem matematycznym. Nie można na przykład nigdy przewidzieć, jak postąpi jednostka, ale najdokładniej przewidzieć można, co uczyni tłum... Ale patrz, patrz, czy to nie chustka do nosa? Tam stanowczo powiewa coś białego.

— Tak, to twój chłopak — powiedziałem — widzę go doskonale.

— A oto i „Aurora” — rzekł Holmes. — Pędzi jak szalona! Cała naprzód! — zwrócił się do mechanika. — Pełną parą za tym statkiem z żółtą latarnią! Nie daruję sobie, jeśli nam się wymknie!

„Aurora” wysunęła się niepostrzeżenie z doku, przepłynęła między barkami i była już prawie na pełnej prędkości. Pędem sunęła w dół rzeki, cały czas blisko brzegu. Jones patrzył za nią poważnie, kręcąc głową.

— Wątpię, czy ją dogonimy — rzekł wreszcie — pędzi niesłychanie szybko.

— Musimy dopędzić! — wycedził Holmes przez zaciśnięte zęby. — Prędzej, prędzej!... Palacze, róbcie, co się da! Nie żałujcie węgla! Choćby kocioł miał eksplodować, musimy ich schwytać!...