— Jim przebaczy mi wszystko.
— Złamiesz mu serce i zrujnujesz przyszłość — wyrzekłem surowo.
— On mi przebaczy — powtórzyła, blednąc.
— Chyba nie znasz Jima?! Prędzej zabije twojego de Lappa! Och! Edie — skarżyłem się z bólem — jak mogłaś przyczynić nam tyle wstydu i tyle cierpienia?
— Wymówki?! — rzuciła gniewnie, z łuną krwi na cudnej twarzy.
I natychmiast okno zamknęło się z trzaskiem.
Czekałem, aż się uspokoi, i stukałem znowu, gdyż o wiele rzeczy musiałem ją jeszcze zapytać, ale nie chciała zbliżyć się do okna, nie chciała odpowiadać, chwilami zdawało mi się, że słyszę płacz jej, podobny do jęku...
Wyczerpało mnie to wreszcie, a że przy tym ściemniło się zupełnie, więc ociężałym krokiem skierowałem się ku domowi, gdym nagle usłyszał skrzypnięcie ogrodowej furtki.
Na ścieżce zamajaczyła smukła sylwetka de Lappa.
Szedł prędko, zwrócony bokiem do mnie i przez chwilę myślałem, że wraca obłąkany lub nietrzeźwy.