— Czy naprawdę jesteś mężatką, Edie? — zacząłem z drżeniem, czekając słów jej jak wyroku.
— Tak — szepnęła poważnie, a mnie najcięższy kamień spadł z serca, lecz miejsce jego zajął ból głuchy, stępiony...
— Kto wam ślub dawał?
— Ojciec Brenman, zakonnik, w kaplicy rzymskokatolickiej w Berwick.
— Tobie, prezbiteriance?!
— On życzył sobie, żeby akt odbył się w kościele katolickim.
— Kiedy... kiedy... się to stało?
— Tydzień będzie we środę...
W tejże chwili przypomniałem sobie, że dnia tego Edie jeździła do Berwick, a cudzoziemiec znikł także, uprzedziwszy, iż wybiera się na dłuższy spacer w góry...
— A... a... Jim? — odważyłem się teraz zapytać.