Mimo woli odwróciłem głowę i ujrzałem kompanie ariergardy83, śpiesznie łamiące szeregi i rozstępujące się na boki drogi, po chwili ukazało się w oddali sześć, dwójkami sprzęgniętych, rumaków pędzących pełnym galopem. Rzuciły się w oswobodzoną przestrzeń. Za nimi czerniło się dwunastokalibrowe działo, z łoskotem podskakujące po bruku gościńca.
Potem zjawiło się drugie, trzecie, dziesiąte, potem dwadzieścia cztery i przeleciały koło nas z ogromnym hałasem i hukiem. Na armatach i jaszczykach siedzieli żołnierze w granatowych uniformach, niby ciemne plamy na żelaznych grzbietach dział, woźnice palili z bata i obrzucali się tysiącem przekleństw, grzywy końskie wiatr rozwiewał, cebrzyki i wyciory od armat co chwila zderzały się z głośnym, metalicznym chrzęstem.
Powietrze napełniło się krzykiem i donośnym dźwięczeniem łańcuchów.
Z rowów przydrożnych podniosły się stłumione brzęki.
Artylerzyści odpowiedzieli im niezrozumiałym krzykiem, potem przemknął koło nas szarawy obłok i przez chwilę pogrążył nas w ciemności.
Teraz kompanie się zwarły i postępowaliśmy znowu jak przedtem, tylko ów huk w oddali stawał się potężniejszy, wyraźny i groźny.
— Trzy baterie — objaśnił nas sierżant. — Bull i Weber Smith: doskonała marka. Te ostatnie to dziewiątki. Tam, przed nami, musi ich być więcej i nawet groźniejszych, bo dostrzegam tu ślady wyżłobione przez jedno tylko dziewięciokalibrowe działo; wszystkie pozostałe wycisnęły dwunastki. Jeśli któremu z was zależy na lekkiej śmierci, niechaj śmiało idzie pod dwunastkę: dziewiątka najczęściej okaleczy i poszarpie, tymczasem dwunastka przetnie cię na dwoje niby kucharka marchew.
I bez końca opowiadał o wszelkich okropnościach wojny, o strasznych ranach, zadawanych przez specjalnie ku temu służące naboje, o tych, które sam widział i tak w kółko. A mnie słowa jego krew mroziły w żyłach.
Nie tylko mnie zresztą. Mógłbyś z całej siły trzeć kredą twarze towarzyszy, a nie wiem, czy stałyby się bielsze. Bo bladość okryła policzki słuchaczy.
— Tak. Tak. Nie bójcie się, robaczki — ciągnął sierżant z okrutnym spokojem. — Ręczę, że będzie wam gorzej, gdy poczujecie porządny ładunek kartaczy we wnętrznościach!