Cały dzień spędziliśmy w owej dolinie, spokojnie przyglądając się przeciągającej kawalerii, artylerii, piechocie nawet — szli Anglicy, Hanowerczycy, Holendrzy.

Diabelska muzyka trwała prawie do wieczora, niekiedy wybuchała potężnym akordem, to znów cichła, stawała się niewyraźnym, stłumionym pomrukiem, do złudzenia naśladującym odgłosy kończącej się burzy.

Około ósmej wieczorem umilkła niespodzianie i nie odezwała się więcej.

A nas jęła trawić okrutna niepewność i chęć jak najprędszego dowiedzenia się, co zaszło tam, za ciemnym borem — tak głęboko jednak tkwiło w każdym przekonanie, że co uczyni Książę, będzie uczynione dobrze, iż po trochu ogarniał nas spokój i ufność.

Brygada nasza spędziła w Hal cały następny ranek. Dopiero około południa przypadł do generała książęcy ordynans i wtedy zarządzono pochód. Wkrótce przecież zatrzymaliśmy się powtórnie w lichej wioseczce — Braine, jeśli mnie pamięć nie myli.

Czas był już najwyższy, gdyż prawie jednocześnie rozszalała się straszliwa nawałnica, z upustów niebieskich lunęły potoki zimnej wody i srożyły się póty, póki pól i gościńców nie zmieniły w istne bagna i jeziora.

Rzuciliśmy się do stodół, szukając jakiego takiego schronienia przed ulewą i w jednej z nich znaleźliśmy dwóch zbłąkanych żołnierzy, starszy należał do pułku noszących kilty górali szkockich — młodszy pochodził z legii niemieckiej i obaj podzielili się z nami wieściami, które były tak posępne, jak zachmurzone niebiosy.

Boney — opowiadali — zbił wczoraj Prusaków, potem wystąpili nasi i z trudnością dotrzymywali mu pola. Jednak podobno zwyciężyli w końcu.

Słowa moje wydawać się wam będą jak stara, znana, niepotrzebnie na światło dzienne wywleczona bajka i nikt z was po prostu nie jest w stanie wyobrazić sobie rozdrażnienia, w jakie wprawiły nas te niespodziane wiadomości. Krew jęła grać zapalczywszym, inni zaczęli się tłoczyć przez otwarte wrota, uczynił się tłok, gorąco, hałas.

Potrącano się, bito, przepychano siłą — po to, by pochwycić choć jedno słowo z tego, co mówili, a potem tych oblegano z kolei, kazano powtarzać sobie przed chwilą zasłyszane wieści — i znów niecierpliwili się dalsi...