Dragon był bezbronny, broń upuścił czy zgubił, a tamten nacierał tak szybko widocznie dlatego, by uniemożliwić mu zaopatrzenie się w inną.
Minęła tak długa chwila.
Wreszcie Anglika podrażniły naigrawania towarzyszy i postanowił przyjąć jakąkolwiek walkę.
Oczy jego upadły na lancę porzuconą przy zwłokach jakiegoś Francuza.
Ściągnął cugle koniowi, wypuścił kirasjera naprzód, potem zeskoczył na ziemię, broń chwycił błyskawicznym ruchem i za chwilę był już na siodle.
Ale miał do czynienia z doświadczonym lisem. Francuz spadł teraz na niego jak jastrząb.
Dragon odbił uderzenie lancą, ale zwinęła mu się w ręku, a w tejże chwili tamten ciął go straszliwie w łopatkę.
Wszystko zaszło w jednym, krótkim mgnieniu...
Kirasjer wypuścił teraz konia stępią i odjechał, potrząsając zwycięsko szablą — towarzyszyły mu pogróżki i przekleństwa całego 71. pułku.
Pojedynek skończył się tryumfem tamtych, ale wkrótce nadejść miał czas pomsty.