Ale to była tylko chwilowa przerwa w grozie srożącej się burzy.

Czuje się wtedy prawie dotykalnie, że nie upłynie kilkadziesiąt sekund, gdy grzmot rozgrzmi ze wzmożoną siłą.

Wprawdzie o dwie mile od głównego terenu walki, na krańcach samych sprzymierzonych armii, Prusacy przebojem torowali sobie drogę i niezmordowanie parli naprzód i stamtąd szedł jeszcze głuchy huk działowy, nikł jednak prawie po poprzednim, nieprawdopodobnym zamęcie i zgiełku.

Wszystkie inne baterie francuskie milczały, z naszej zatem strony również zaprzestano ognia.

Dym jął opadać z wolna i wkrótce obie armie stały czoło w czoło.

Nasze pozycje przedstawiały widok istotnie straszliwy! Tam, gdzie z rana barwiły się legie niemieckie, teraz z rzadka tylko kraśniały czerwone plamy mundurów, oblane morzem zieleni pagórków, gdy tymczasem olbrzymie cielsko wojsk francuskich zdawało się równie nietknięte i liczne jak przedtem.

A jednak wiele tysięcy ludzi musiało zginąć w tej walce!

Z szeregów ich rozbrzmiał teraz szalony okrzyk tryumfu, a potem otworzono znów ogień działowy i w mgnieniu oka poszedł grzmot tak straszny, że poprzedni, choć potężny, nie mógł nawet się porównać. Upajali się bliskim, ostatecznym, niezawodnym na pozór, zwycięstwem.

Huk był dwa razy silniejszy — baterie znajdowały się dwa razy bliżej...

Ustawione inaczej, dosięgały najruchliwszych nawet czworoboków, ziały śmiercionośnym ogniem, w przerwach między jedną a drugą snuły się niezliczone pułki kawalerii, gotowe bronić w razie jakiegoś ataku, odważne i zdecydowane na wszystko.