Posuwaliśmy się ciągle naprzód, a nikt nam nie stawiał oporu, aż przyszedł czas, że cała armia zajęła dumnie wszystkie stanowiska — rano jeszcze własność wojsk francuskich.
Zdobyliśmy wszystkie armaty, roznieśli w puch piechotę, której niedobitki rozbiegły się po okolicy — i tylko nie w naszej było mocy pognębić podobnież słynną kawalerię, bo ona jedna zachowała przytomność do końca, ona jedna opuściła Waterloo, nie łamiąc szeregów.
I wreszcie — właśnie gdy noc nieprzenikniona zaczęła rozpościerać się nad ziemią — wyczerpani, upadający ze znużenia i głodu, żołnierze angielscy, przekazali dalsze czynności Prusakom i jęli ustawiać broń w kozły na ziemi czerwoną krwią zdobytej.
Ot, wszystko, com widział, wszystko, co mogę o bitwie pod Waterloo powiedzieć.
Dodam tylko, że tegoż wieczora pochłonąłem dwufuntowy115 placek owsiany i spory dzbanek czerwonego wina.
A potem jeszcze musiałem dłubać nową dziurkę w rzemyku mego skórzanego pasa, który ścisnął mnie niby obręcz żelazna baryłkę...
Aż w końcu ułożyłem się do snu na słomie, w której zdążyło się zagrzebać pół kompanii.
I w kilka sekund później spałem snem ołowianym.
Rozdział czternasty. Żniwo śmierci
Dzień wstawał i właśnie pierwsze szare brzaski nieśmiało przenikały przez długie, wąskie szpary ścian naszej stodoły, kiedy wstrząśnięto mnie mocno za ramię.