Jeden Bóg tylko wiedział, przecież niedobre przeczucie ścisnęło mi serce i w głowie jęło szumieć jak po starym winie.
— Koniecznie chciałem się z tobą zobaczyć, mój chłopcze — odezwał się major rześko — ale już późno i będę musiał wracać. Nie żałuję jednak trudu, gdyż miałem sposobność poznać la belle cousine33, najbardziej zachwycające, najpowabniejsze stworzenie, jakie kiedykolwiek widziałem, mój kochany!
Styl miał ceremonialny i trochę szorstki, a przy tym zwyczaj wtrącania kiedy niekiedy wyrazów francuskich, które pozbierał w wyprawach swoich po szerokim świecie.
Zaczął z zapałem opowiadać coś o Edie, ja zaś słuchałem jak na rozżarzonych węglach, gdy nagle dostrzegłem wyglądający mu z kieszeni róg gazety.
Uczyniło mi się nieco lżej na sercu, wiedziałem już powód wizyty, staruszek chciał, jak zwykle, podzielić się wiadomościami z wojny.
W West Inch trudno było o dzienniki.
— Co słychać nowego, majorze? — spytałem zaraz, rad, że mogę zmienić drażliwy dla mnie temat.
Wyciągnął gazetę z kieszeni i wstrząsnął nią tryumfalnie.
— Sprzymierzeni wygrali wielką bitwę, mój kochany — oznajmił z radosną dumą. — Myślę, że Nap niedługo już wytrzyma! Saksończycy go wyrzucili, pod Lipskiem doznał niepowodzenia co się zowie! C’est parfait34, drogi chłopcze. Wellington tymczasem przebył Pireneje, a pułki Grahama dotrą w krótkim czasie do Bayonne.
Wyrzuciłem z uniesieniem kapelusz w powietrze.