— Więc wojna nareszcie się skończy?! — zawołałem głośno.
— Wielki czas na to — odparł major z niezwykłą powagą. — Morza krwi wytoczono. I myślę, że może nie warto wspominać ci o tym, co tłukło mi się po głowie ostatnimi czasy?
— Co takiego? — podchwyciłem niespokojnie.
— Przychodziło mi na myśl, że nic tu właściwie nie robisz — zaczął z wolna — ponieważ zaś moje kolano nabiera po trosze dawnej sprężystości, zapragnąłem wstąpić znowu w służbę czynną. I zapytywałem się w duchu, czy nie pociągnęłaby cię perspektywa obozowego życia pod rozkazami starego majora?
Krew nabiegła mi do piersi gorącym strumieniem.
— Och! Jakżebym chciał tego! — wyrwało mi się z głębi duszy.
— Liczę, że upłynie jeszcze około sześciu miesięcy, zanim będę dostatecznie zdrów na pomyślne odbycie oględzin komisji lekarskiej, z drugiej znów strony prawdopodobne jest, że Boney35 do tego czasu zostanie już sromotnie pokonany, gdyby jednak...
— Ale matka — przerwałem zmartwiony. — Pewno nie zechce mnie puścić?
— Nie będziemy się pytali! — oznajmił staruszek szorstko.
Kiwnął mi głową i oddalił się, kulejąc mocno.