Trudno nawet było zupełnie uwierzyć, lecz major pośpieszył rozproszyć resztę wątpliwości.

— Tak! Tak! Najprawdziwsza prawda! — powtarzał, zatrzymując się dla nabrania oddechu i ujmując się butnie pod boki. — Sprzymierzeni zajęli wreszcie Paryż. Boney’owi odechciało się wszystkiego, on i jego poplecznicy, szczęśliwie już przysięgli wierność Ludwikowi XVIII!

— A cesarz? — pytałem niespokojnie. — Czy mu zapomną tego, co uczynił?

— Podobno mają wysłać go na wyspę Elbę, stamtąd nie będzie mógł szkodzić! — objaśniał major gorączkowo. — Ale cały sztab, oficerowie! Nie wszyscy wywiną się tak małym kosztem! W okresie tych lat dwudziestu popełniono czyny, które nie zostały zapomniane, tu i ówdzie znajdą się stare rachunki. Jednakże grunt: pokój! Nieodwołalny pokój!

I jął znowu uroczyście poruszać się wokoło ognia, z nierozłącznym garnkiem w ręku, niby kapłan starożytny, czczący wielkie święto.

Krótkośmy45 bawili u majora.

Śpieszyło nam się na nasze wybrzeże, jak najprędzej podzielić się radosną wieścią, w drodze mówiliśmy o tym ciągle, a więcej jeszcze o tym, co w skutku stać się może.

Jednak na ten temat niewieleśmy46 mogli powiedzieć.

Jim uprzytomniał sobie więcej, ja nic prawie, zawsze przecież47 doszliśmy do wniosku, że wygórowane ceny na niektóre artykuły spadną, że do kraju powrócą całe zastępy naszych dzielnych zuchów, że okręty zaczną bezpiecznie krążyć po angielskich wodach, że zniszczymy wszystkie sygnały wzniesione na zagrożonym brzegu, bo odtąd już nie będzie jedynego, któregośmy się mogli lękać, wroga.

Tak rozmawiając i gestykulując, szybko stąpaliśmy po twardym, białym piasku, od czasu do czasu rzucając rozweselone spojrzenia na Północne Morze.