Byłoby zbyt uciążliwe dla mnie, a myślę, że i was znudziłoby prędko, gdybym jął tu opowiadać dzień po dniu bieg naszego spokojnego życia, odkąd ów nieznajomy znalazł się pod naszym dachem — albo też, w jaki sposób pozyskał wkrótce przychylność nas wszystkich.

Z kobietami wprawdzie od pierwszej chwili nie przedstawiało to żadnych trudności, jakim jednakże cudem tak prędko udobruchał i rozbroił ojca — to już chyba pozostanie dla mnie na zawsze zagadką. Bo rzecz nie należała bynajmniej do łatwych.

Przekonał do siebie nawet i Jima Horscrofta!

Co prawda, w stosunku do niego byliśmy tylko niby duże, a mało rozgarnięte dzieci, gdyż on zwiedził pół świata i widział chyba wszystko, co może być godne poznania, skoro więc zagawędził się na dole którego wieczora, przenosił nas zwykle w strony niezmiernie dalekie od cichej kuchni i wiejskiej, pochylonej chaty, bo w gwar obozów, na pola bitew, na świetne, błyskotliwe dwory, do wszelkich cudów świata.

Horscroft odnosił się do niego z początku nieufnie i w sposób trochę szorstki, ale pan de Lapp swym taktem i niezwykłą łatwością obejścia zwycięsko wyszedł z owego niemego pojedynku i tak potrafił nakłonić ku sobie to serce, iż odtąd najulubieńszą czynnością Jima było przysuwać krzesło do jego fotela i z ręką Edie w swoich dłoniach — z rozgorączkowanym wzrokiem słuchać zajmujących, jakby z tysiąca i jednej nocy opowieści z ust mu nieledwie chwytać, dziwnym haszyszem przepojone, słowa...

Nie będę tutaj szczegółowo opowiadał, ale dziś jeszcze, po tylu, tylu latach, mógłbym wykazać z najściślejszą dokładnością, jak tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, takim czy innym słowem, tym czy owym postępkiem urabiał nas niejako wedle własnych planów, oczarowywał, oślepiał, pociągał...

Każdy ruch tego człowieka niestartą głoską wyrył mi się w sercu.

Jednym z najpierwszych czynów było ofiarowanie ojcu batu, w którym przybył, z tym tylko warunkiem, że będzie mu wolno odebrać go w razie koniecznej potrzeby.

Tego roku śledzie akurat przepływały bardzo blisko brzegu, że zaś stryj jeszcze przed śmiercią przysłał nam kiedyś piękny zapas sieci, więc szczodry dar de Lappa przysporzył ojcu dobrych kilkanaście funtów.

Czasem nieznajomy puszczał się w łodzi sam jeden i nieraz miałem sposobność widzieć, jak posuwał się z wolna wzdłuż brzegów, co chwila zanurzając długą tykę i co kilka łokci rzucając w wodę kamyk, owiązany sznurkiem.