Nigdy chyba przedtem, ani potem, nie widziałem twarzy ludzkiej wyrażającej tak bezdenne osłupienie!

Patrzył i patrzył, i obejmował jego postać przeciągłym spojrzeniem, płynęły minuty, a on jeszcze nie wyrzekł żadnego słowa, które by nam objaśniło powód owego zdziwienia.

Gość nasz również przyglądał się uporczywie panu majorowi, trudno jednak odgadnąć było, czy także go poznaje.

— Nie wiem, kto pan jesteś — zaczął w końcu — ale pan przypatruje mi się, jak gdyby znał rzeczywiście?

— Widziałem już raz pana — powiedział major stanowczo.

— Nigdy.

— Mógłbym przysiąc.

— Gdzież więc?

— W wiosce Astorga, w roku 18...

Nieznajomy drgnął silnie i utopił w majorze swój wzrok przenikliwy.