Ale dość już tych Parańczyków, ich kuchni, ich stolicy Kurytyby — na kolonie! „Mnie tu nuda zabije...”64 zwłaszcza w towarzystwie zawsze dobrego i słodkiego ks. Anzelma.
Być może, iż systematyczność jest dobra, pożądana, konieczna, iż jest zaletą, łaską, cnotą... ale jest ona zabójcza, gdy się z nią żyje w małżeństwie, i w dzień, i w nocy.
Codziennie ks. Anzelm budzi się o godz. 5 rano, przemawia do mnie cicho, głośniej, jeszcze głośniej, wreszcie budzi.
— Kochany pan trzyma źle głowę; zbudziłem, bo to szkodzi, o, bardzo szkodzi!
Albo też:
— Mamy dzisiaj prześliczny dzionek.
Albo:
— Pająk był tuż nad kochanym panem.
Następnie wstaje, chodzi boso, jako zwolennik metody Kneippa65, modli się, a o godzinie 5 min. 30 zaczyna się umywanie, wycieranie, spluwanie, płukanie, przebieranie; i tak z zegarkiem w ręku, dzień w dzień, o minutę nie chybi, a również pytania:
— Jak się kochanemu panu spało?... Jak zdrowie?... Radzę wziąć pigułkę, mam zapas z Bostonu... A może chininy, tylko połknąć, febra to choroba niebezpieczna... A może kropelkę esencji koprowej, doskonała na... uwolnienie się od złego powietrza w żołądku.