— To wróćcie do nas.

Spojrzał, zaśmiały mu się oczy, potem westchnął i rzekł półgłosem:

— Już ja niedopasowany... Hej, siwy! Wio, kary!

— Więc nie chcecie wrócić? — dopytywał się ksiądz.

— Chcę, nie chcę? Albo to jedno człowiek chce, a jak nie może, to i nie poradzi. Już ja tam niedopasowany.

— Jak wam tu dobrze, to zostańcie — doradzał ksiądz.

— Iii... źle by nie było, aby tylko był jaki rząd a porządek: masz recht86, rób sobie sam sprawiedliwość, a nie masz go, to i tak nic ci nikt nie zrobi, abyś miał fakę (faca de mato po portug.: nóż do lasu, kordelas) — i uderzył po długim nożu w pochwie, zatkniętym za pasem.

— Ludzie powinni żyć w zgodzie i miłości chrześcijańskiej — zaczął ksiądz tonem kaznodziei.

— Niby to tak, ale z Brazyluchami inaczej.

— Od tego jest kościół, a jakże u was z parafią?