— Wróćmy chyba do fury; tam będzie najbezpieczniej.

— To samo chciałem powiedzieć; wracajmy, o! bo z wężami nie ma żartów, to chytry gad.

Usiedliśmy, jedziemy dalej drogą niemożliwych wybojów, w których cuchnące błoto sięga koniom po tebinki84, wóz piszczy, słania się, trzeszczy.

— Niech się ta ksiądz dobrodziej nie boi, nie wywrócę; albo mi to pierwszy raz jechać?

— U nas w Texas są doskonałe drogi, nie takie okropne.

— Ja do takiej z maleńkości przywykły, akurat od mojej wsi do Włocławka była taka droga, ino mosty gorsze.

— To wy spod Włocławka?

— Dlaczegóż by nie? — westchnął pełną piersią, zaciął konie i zwrócił się do mnie: — A pan z Polski? To może znajomy w Dębnikach?

— Słyszałem...

— Czasem, jak człowiek wspomni, to ino zęby zaciska i aż ręce świerzbią na tych Brazyluchów, co lud zmanili85 tutaj, w te puszcze.