— Czemuż nie wraca? — niepokoiła się matka.

— Pewno pojechała daleko, ale zresztą, poco ten niepokój, wszak jest z nią stary Bartosz, a ten ją obroni w każdej potrzebie.

— Otóż i Anielka! — zawołało dziecko, wskazując na daleką kurzawę.

— Chwała Bogu! — szepnęła matka.

— Ależ pędzi, Bartosz zaledwie zdąża, a to przecież jeździec nielada.

Zbliżywszy się do bramy, młoda dziewczyna zwolniła bieg konia, kłusem przejechała dziedziniec, lekko zeskoczyła z siodła przed gankiem i, oddawszy wierzchowca masztalerzowi, pośpieszyła do rodziców. Zarumieniona szybką jazdą weszła na ganek i, całując rękę matki, przemówiła dźwięcznym głosem:

— Niech mi mama daruje to opóźnienie, ale miałam przygodę.

— Jaką? Mów moje dziecko.

— Zaraz opowiem, tylko trochę odpocznę.

— Siadaj obok mnie Anielko i odpocznij — rzekł ojciec.