Sroga noc, ziejąc grozą piekła,
Pod dach zagnała miejskie wachty.
Błysły dwie gwiazdy, jak gromnice,
I znów je skryła chmur gromada —
Zbój to pod Gąsków kamienicę
Chodem się kocim, jak duch, skrada.
Na piątrze okno ktoś otworzy,
Zaskrzypnie krata na zawiesie
I szept mknie trwożny: «Skorzéj... skorzéj!...»
I ciemna postać w górę pnie się...