Z białego łoża włos się toczy —

Rozwarte ustka... wzdęte łono...

Rwane oddechy... mętne oczy...

Srogo się piórkos rozpłomienia,

Krwie warem kipią Zofki żyły —

I jedno słychać szmer westchnienia

I jedno słychać: «Miły... miły...»

I, by osika, drżą oboje,

Rozkoszą skuci i wargami...

Tedy się wzdryga pióro moje,