Gną się pod gachem dudki owe,
Malowna gęba zbyła pychy...
I wzniesie Gąska hardą głowę
I stąpa k’łożu straszny... cichy...
Na twarzy dziewki obłąkanie
Pospołu z lękiem gra widomie
Z ojcowych źrenic łza ukanie,
Krwawa i żrąca, jako płomię.
I nad jej łonem zgiął się białem,
Nad łonem Zofki! — skarbu! — dziecka!