Aż pierś z drewna podnosi westchnienie.

Niźli patrzeć na te krzywdy Boże,

Żywym ogniem wolałby się spalić,

Aż już dłużej znieść męki nie może —

I krzyż musi od wzgardy ocalić!

Więc, odziany łachmany nędznemi,

W noc, co blaskiem gwiazd złotych nie płonie,

Pod krzyż biegnie — wydziera go z ziemi —

I w głąb studni krzyż ciska: niech tonie!

Niech on raczej zgnije w czystej wodzie,