Gwałtu! Franio w górę wzlata!

Czapkę wiatr gdzieś poniósł w pola...

Trzymajże się parasola!

Szczęściem podróż była krótka:

Wpadł pan Franio do ogródka.

Lecz choć bardzo potłuczony,

Biegł do domu jak szalony.

Z płaczem mamę ucałował.

Odtąd nigdy nie próżnował,

A pamiątki miał z podróży: