Nasz leniuszek wnet uprząta,

Nie pomny zaś przestróg mamy,

Milczkiem, chyłkiem, zbiegł do bramy.

I do koła spoglądając,

Na ulicę smyrk! jak zając.

Idzie sobie z gęstą miną,

A po niebie chmury płyną.

Wtem odrazu wiatr się zrywa.

Burza! Burza! Ach, straszliwa!

Parasolem wiatr pomiata,