Gdybyśmy chcieli stawiać hipotezy, aby dziwną zgodność nauki chrześcijańskiej i buddyjskiej wytłumaczyć, moglibyśmy przypuścić, że wiadomość ewangelii o ucieczce do Egiptu opiera się na podstawach historycznych i że Chrystus, wychowany przez kapłanów egipskich, których religia była pochodzenia indyjskiego, od nich przejął etykę indyjską i pojęcie awataru, a wróciwszy do ojczyzny, usiłował zaszczepić na pniu nauki żydowskiej etykę i religię indyjską. Poczucie własnej wyższości moralnej i intelektualnej skłoniło go w końcu do przypisania sobie samemu przywilejów awataru i nazywania siebie „synem człowieczym”, aby dać do poznania, że jest czymś więcej niż zwyczajnym człowiekiem. Możemy sobie nawet wyobrazić, że przy jego silnej i szczerej woli, wskutek mocy, jaką posiada wola sama w sobie, zdołał nawet czynić tzw. cuda, czyli wywoływać różne skutki przez metafizyczne działanie woli, przy czym wiele mu pomogły nauki kapłanów egipskich. Wyobraźnia ludowa przyczyniła się do pomnożenia i powiększenia tych cudów. Cud rzeczywisty bowiem byłby dementi205 zadanym sobie samej przez przyrodę. Ewangeliści cudami chcieli poprzeć swą prawdomówność, lecz właśnie przez to podkopali ją. Tylko pod warunkiem przyjęcia powyższych hipotez staje nam się zrozumiałe, że Paweł, którego listy zapewne są autentyczne, zmarłego niedawno człowieka zupełnie poważnie przedstawił jako boga i jako stwórcę świata, a wiemy przecież, że tego rodzaju apoteozy206 wymagają stuleci, aby powoli dojrzeć. Z drugiej strony mogłaby ta okoliczność stanowić argument przeciw autentyczności listów Pawła.

Ewangeliom musiał służyć za podstawę oryginał albo fragment z otoczenia samego Chrystusa. Wnoszę to z przepowiedni o końcu świata i chwalebnym zjawieniu się Pana w obłokach, co miało nastąpić jeszcze za życia niektórych, którzy przepowiednię słyszeli na własne uszy. Przepowiednie te dla wielu łatwo mogły się stać kamieniem obrazy i przykrego rozczarowania, zwłaszcza że ich spełnienie nie nastąpiło. Wiemy, że tak istotnie było, i to nie tylko w czasach późniejszych, lecz jeszcze za Piotra i Pawła, którym przepowiednie owe sprawiły dużo kłopotów, jak to można czytać w znakomitym dziele Reimara (Reimarus, Von dem Zwecke Jesu und seiner Jünger, §§ 42–44). Gdyby ewangelie powstały o jakieś sto lat później, autorzy nie umieściliby w nich przepowiedni, co do których było jasne, że się nie spełniły, i nie umieściliby także wszystkich tych miejsc, na podstawie których Reimarus z rzadką przenikliwością buduje to, co sam nazywa „pierwszym systemem uczniów”, według którego Chrystus miał być tylko oswobodzicielem Izraela z niewoli politycznej. To wszystko dowodzi, że ewangelie powstały na podstawie dokumentów współczesnych. Nawet tradycja ustna byłaby opuściła to, co dla nowej wiary było szkodliwe lub co dawało powód do zaczepienia. Nawiasem wspomnę, że w niewytłumaczony sposób uszły baczności Reimarusa miejsca najbardziej zdatne do poparcia jego hipotezy, a mianowicie Jana 11, 48 (por. także Jana 1, 50 i 6, 15), dalej Mateusza 27, 28–30, Łukasza 23, 1–4; 37 i 38, i Jana 19, 19–22. Gdybyśmy tę przepowiednię chcieli przeprowadzić, musielibyśmy przyjąć, że religijna i etyczna treść chrześcijaństwa została opracowana przez Żydów aleksandryjskich znających wierzenia indyjskie i buddyjskie, że smutny los bohatera politycznego stał się punktem środkowym ich systemu i z pierwotnie ziemskiego przedzierzgnięty został w Mesjasza boskiego. Można by jednak wiele tej hipotezie zarzucić. W każdym razie pierwiastek mityczny, który Strauss207 przyjmuje dla wytłumaczenia ewangelii, pozostanie zawsze prawdziwy, nie wiadomo tylko, jak daleko sięga. Istotę i powstanie mitu musimy bliżej poznać na przykładzie bliższym i mniej zawikłanym. I tak np. król Artus, zarówno we Francji, jak i w Anglii przez całe średniowiecze jest postacią ściśle określoną, działającą i żyjącą; występuje zawsze w tym samym charakterze i w tym samym otoczeniu i stanowi ze swym dworem, rycerzami Okrągłego Stołu i swą niewierną małżonką stały temat dla romansopisarzy i poetów średnich wieków. Temat ten jest na porządku dziennym przez kilka stuleci; wszyscy poeci zgadzają się między sobą w malowaniu postaci bohatera i różnią się tylko co do zewnętrznej szaty i co do obyczajów, a to według epoki i miejsca swego pobytu. Otóż przed kilku laty ministerium208 francuskie wysłało pana De la Villemarqué do Anglii, aby na miejscu zbadał powstanie mitu o królu Artusie. Poszukiwania dały następujący rezultat: Na początku VI w. żył w Walii zwyczajny naczelnik imieniem Artus (albo Artur), który prowadził bezustanną walkę z przybyszami saksońskimi, którego jednak drobne i małej doniosłości czyny nie weszły w historię. Z tej to postaci, nie wiadomo dlaczego i w jaki sposób, wykluła się osobistość tak sławna i pełna chwały, żyjąca przez stulecia w niezliczonych pieśniach i epopejach. Bliższe szczegóły są w dziele Contes populaires des anciens Bretons avec un essay sur l’origine des épopées sur la table ronde”, par Th. de la Villemarqué, 2 tomy, 1842, a także w dziele The Life of King Arthur from Ancient Historians and Authentic Documents by Ritson, 1825. W tym ostatnim dziele król Artur ukazuje się jako bardzo odległa i mglista postać, jednak nie bez pierwiastka historycznego. Prawie tak samo rzecz się ma z podaniem o Rolandzie, klasycznym bohaterze średniowiecza, wielbionym w niezliczonych pieśniach i poematach, posiadającym nawet pomniki (kolumny Rolanda). O tym Rolandzie, którego wspaniałą apoteozę dał nam Ariosto209, mamy jedyną wiadomość, zamykającą się w trzech słowach u Eginharda210, który wylicza go wśród poległych w bitwie pod Roncevaux: „Hroudlandus, Britannici limitis praefectus211 — i to jest wszystko, co o nim wiemy. Tak samo jak wszystko, co wiemy o Chrystusie, jest znane z miejsca w Rocznikach Tacyta212 (Annales XV, 44). Jeszcze jeden przykład pokrewny daje nam sławny Cyd213 hiszpański, którego liczne podania i kroniki uwieczniają, przede wszystkim zaś pieśń ludowa w przepięknym Romancero214 i arcydzieło Corneille’a215. Wszystkie te dzieła zgadzają się między sobą co do wypadków głównych i co do jego ożenku z Chimeną. Skąpe wiadomości historyczne, jakie o Cydzie posiadamy, charakteryzują go jako dzielnego rycerza i wytrawnego wodza, lecz o okrutnym i chytrym, a nawet sprzedajnym usposobieniu, gdyż służył raz temu, raz owemu, a częściej Saracenom216 aniżeli chrześcijanom: postać przypominająca włoskich kondotierów217. Bliższe szczegóły u Dozy Recherches sur l’histoire de l’Espagne, t. 1, 1849. Cóż może stanowić historyczną podstawę Iliady? Dla dosadniejszego odmalowania rzeczy wspomnę o dykteryjce jabłka Newtona, której bezpodstawność już wykazałem (Zur Philosophie und Wissenschaft der Natur, § 86), która jednak bywa powtarzana z lubością w licznych dziełach. Nawet Euler218 w pierwszym tomie Listów do księżniczki niemieckiej219 nie omieszkał odmalować tej starej anegdoty prawdziwie con amore220. Gdyby istotnie dzieje były czymś poważnym, to rodzaj ludzki nie musiałby być tak arcyfałszywy i kłamliwy, jaki jest.

Sekty

Augustynizm ze swoim dogmatem o grzechu pierworodnym i wnioskami jest, jak już wspomniałem, właściwym i czystym chrześcijaństwem. Pelagianizm221 natomiast usiłuje powrócić do płaskiego i prymitywnego optymizmu religii żydowskiej.

Rozdwojenie, które bezustannie trawi Kościół i dzieli go na dwa obozy: augustynizm i pelagianizm, można by, jako do ostatecznej przyczyny, sprowadzić do tego, że pierwszy bierze za punkt wyjścia istotę rzeczy samej w sobie, drugi natomiast zjawisko, które jednak uważa za istotę rzeczy. Np. pelagianizm odrzuca grzech pierworodny, gdyż dziecko — mówi — które nic jeszcze nie popełniło, musi być niewinne; nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że dziecko wprawdzie jako zjawisko przychodzi na świat, lecz nie jako sama rzecz w sobie. Tak samo rzecz się ma z wolnością woli, śmiercią Odkupiciela, łaską itd. Wskutek swej zrozumiałości i płytkości pelagianizm zawsze ma przewagę, jak np. teraz w postaci racjonalizmu. Umiarkowanie pelagiański jest Kościół grecki, a od czasu soboru trydenckiego także i rzymski, który przez to chciał przeciwstawić się Kościołowi protestanckiemu, wyznającemu zasady Augustyna, i Kościołowi kalwińskiemu; jezuici są półpelagianami; janseniści są augustianami, a ich zasady przedstawiają może najczystsze chrześcijaństwo. Protestantyzm przez to, że odrzuca celibat księży i w ogóle całą ascezę z jej reprezentantami, świętymi, przedstawia chrześcijaństwo obcięte, któremu brak wykończenia.

Racjonalizm

Punktem środkowym i duszą chrześcijaństwa jest nauka o upadku, o grzechu pierworodnym, o stanie przyrodzonym człowieka, jako o stanie niełaski i o znieprawieniu człowieka przez grzech. Do tych dogmatów należy dogmat, że Zbawiciel umarł za wszystkich ludzi, a przez to ich odkupił, i że uczestnikami tego odkupienia stajemy się przez wiarę. Jasne jest tedy, że chrześcijaństwo jest w gruncie rzeczy pesymizmem, różniącym się zasadniczo od optymizmu religii żydowskiej i mahometańskiej. Przez to, że w Adamie wszyscy zgrzeszyli i zasłużyli na potępienie, a w Zbawicielu wszyscy są odkupieni, jest także wyrażony pogląd, że prawdziwa istota człowieka nie leży w jednostce, lecz w gatunku, czyli w idei (platońskiej) człowieka, który jako jednostka jest zjawiskiem tej idei w czasie.

Zasadnicza różnica między religiami leży w tym, czy wyrażają one optymistyczny, czy pesymistyczny pogląd na świat; nie można ich klasyfikować według tego, czy nazywają się monoteizmem, politeizmem, Trimurti222, Trójcą, panteizmem223 albo ateizmem (jak np. buddyzm). Dlatego Stary i Nowy Testament są to biegunowo różne systemy, a ich połączenie tworzy dziwotwora. Stary Testament bowiem opiera się na zasadach optymistycznych, a Nowy na zasadach pesymistycznych. Tamten historycznie wywodzi się z nauki Ormuzda, ten jest blisko spokrewniony z buddyzmem, i dlatego możliwe jest historyczne wyśledzenie dróg, którymi dostał się do Palestyny; tamten jest sonatą tryumfalną, a ten sonatą w tonie minorowym. Tylko historia upadku w Starym Testamencie stanowi odosobniony wyjątek, aż dopiero chrześcijaństwo przyswaja go sobie jako jedyny punkt zaczepienia.

Nasi dzisiejsi racjonaliści, krocząc śladami Pelagiusza, starają się o ile możności zatrzeć i zmodyfikować wyżej podane zasadnicze cechy chrześcijaństwa, tak dobrze pojęte i ujęte w system przez Augustyna, Lutra i Melanchtona224, i sprowadzić chrześcijaństwo do oschłej, egoistycznej i optymistycznej nauki żydowskiej, dodając mu tylko doskonalszą etykę i przyczepiając doń dogmat o żywocie wiecznym, gdyż tego wymaga konsekwentnie przeprowadzony optymizm, a to dlatego, aby odprawić śmierć, nieproszonego gościa, który zjawia się jak kamienny gość u wesołego Don Juana225. Racjonaliści są uczciwymi ludźmi, lecz płaskimi rezonerami226, którzy wyobrażenia nie mają o głębokim znaczeniu symbolicznym Nowego Testamentu i nie mogą wyjść poza ciasny optymizm żydowski, jedynie dla nich zrozumiały i odpowiedni. Pragną oni nagiej, oschłej prawdy w historii i dogmacie. Można by ich system przyrównać do euhemeryzmu227 starożytnych. System supranaturalistów228 jest wprawdzie w gruncie rzeczy tylko mitologią, lecz stanowi naczynie głębokich i ważnych prawd, których w inny sposób niepodobna uprzystępnić tłumom. Jak racjonaliści niezdolni są pojąć ducha i znaczeniu chrześcijaństwa, okazuje np. ich sławny apostoł Wegscheider229 w swej naiwnej dogmatyce, w której (§ 115 z komentarzami) głębokim myślom Augustyna i reformatorów o grzechu pierworodnym i znieprawieniu człowieka nie waha się przeciwstawić czczej gadaniny Cycerona230 (De officiis). Rozbrajającą jest naiwność, z jaką ten uczony okazuje swą oschłość, płytkość, a nawet swój absolutny brak zrozumienia chrześcijaństwa. Lecz jest on tylko jednym z wielu. Wszak Brettschneider231 za pomocą komentarzy wyekspediował zupełnie z Biblii grzech pierworodny, który razem z odkupieniem tworzy jądro chrześcijaństwa. Błędem wspólnym obu stron jest, że obydwie w chrześcijaństwie szukają prawdy nagiej, oschłej i dosłownej. Tej jednak nie znajdziesz, jak tylko w filozofii; religia posiada prawdę pośrednią, symboliczną, prawdę przykrojoną do umysłu tłumu. Chrześcijaństwo jest alegorią, przez którą prześwieca prawda, lecz alegoria sama nie tworzy prawdy. Racjonaliści i supranaturaliści zgadzają się w tym, że zgodnie biorą alegorię za prawdę. Ci biorą alegorię dosłownie, tamci modyfikują ją i komentują tak, aby według ich miary mogła być prawdą. Jedna i druga partia walczy argumentami silnymi i trafnymi. Racjonaliści mówią do supranaturalistów: „Wasza nauka jest fałszywa”, supranaturaliści mówią do racjonalistów: „Wasza nauka nie jest chrześcijaństwem”. Jedni i drudzy mają słuszność. Racjonaliści wmawiają w siebie, że biorą rozum za miarę, w rzeczywistości jednak biorą za miarę rozum opierający się na zasadach teizmu i optymizmu, coś w rodzaju Rousseau Profession de foi du vicaire savoyard232, ten prototyp wszelkiego racjonalizmu. Dlatego z dogmatów chrześcijaństwa nie zatrzymują nic z wyjątkiem tego, co uważają za prawdziwe w znaczeniu dosłownym, tj. teizm i duszę nieśmiertelną. Skoro jednak apelują ze śmiałością kompletnej ignorancji do czystego rozumu, trzeba im usłużyć krytyką czystego rozumu233, aby ich zmusić do uznania, że dogmaty przez nich zatrzymane jako zgodne z rozumem, opierają się tylko na transcendentnym zastosowaniu zasad immanentnych234 chrześcijaństwu, że stanowią zatem nieuzasadniony dogmatyzm filozoficzny, który właśnie krytyka czystego rozumu zwalcza; z tej to przyczyny sama jej nazwa wskazuje antagonizm z racjonalizmem. Gdy tedy supranaturalizm posiada prawdę alegoryczną, nie można racjonalizmowi przyznać żadnej prawdy. Racjonaliści nie mają absolutnie słuszności. Kto chce być racjonalistą, musi być filozofem i jako taki wyzwolić się z pod wszelkiego autorytetu, iść naprzód i nie cofać się przed niczym. Kto chce być teologiem, niechaj będzie konsekwentny i podda się autorytetowi, nawet i wówczas, gdy każe wierzyć w rzeczy niedające się ogarnąć rozumem. Nie można dwom panom służyć, tylko albo rozumowi, albo pismu; zachować złoty środek znaczy to siedzieć na dwóch krzesłach. Albo wierzyć, albo badać. Lecz wierzyć tylko do pewnego stopnia, a dalej nie, albo badać do pewnego stopnia, a dalej nie — to jest połowiczność, która tworzy cechę zasadniczą racjonalizmu. Z drugiej strony są racjonaliści ludźmi uczciwymi, gdyż są szczerzy w swych badaniach i tylko siebie samych łudzą, czego nie można powiedzieć o supranaturalistach, windykujących dla alegorii prawdę w znaczeniu dosłownym. Wskutek ich usiłowań jednak prawda, zawarta w alegorii, zostaje uratowana; racjonaliści natomiast w swej północnej trzeźwości i oschłości rugują prawdę, a z nią całą kwintesencję chrześcijaństwa, i powoli do tych rezultatów dochodzą, do których Voltaire doszedł lotem ptaka. Uciesznym jest widokiem, gdy przy oznaczaniu właściwości Boga (quidditas235), gdzie im proste słowo „bóg” nie wystarcza, lękliwie mierzą, aby trafić w środek pomiędzy człowiekiem a siłą przyrody, co nie jest łatwą rzeczą. Oba stronnictwa, supranaturalistów i racjonalistów, nawzajem się niszczą, jak opancerzeni mężowie wyrośli z zębów smoka posianych przez Kadmosa236. Oprócz tego bigoteria i świętoszkostwo pewnych sfer zadają sprawie ciosy śmiertelne. Jak podczas karnawału włoskiego wśród ludzi, którzy poważnie i trzeźwo obrabiają swe sprawy codzienne, widzimy szalone i dziwaczne maski, tak dziś w Niemczech wśród filozofów, przyrodników, historyków, krytyków i racjonalistów widzimy kręcących się faryzeuszów i Tartufe’ów237 w stroju odległych epok; efekt jest groteskowy, szczególnie gdy zaczną mówić.

Ci, którzy sądzą, że nauki coraz głębiej zapuszczają się w tajemnice przyrody i wszechświata i zataczają coraz szersze kręgi bez szkody dla religii, są w błędzie. Fizyka i metafizyka są przyrodzonymi wrogami religii; mówić o zawarciu pokoju i o zgodzie jest rzeczą śmieszną; jest to wojna eksterminacyjna. Religie są dziećmi ciemnoty, które swej matki długo nie przeżyją. Kalif Omar238 dobrze wiedział, co czynił, gdy kazał spalić bibliotekę aleksandryjską. Powód, który podał, że treść książek, tam znajdujących się, albo jest zawarta w Koranie, albo zbyteczna, uchodzi za dziecinny, jest jednak nadzwyczaj sprytny, gdyż znaczy, że nauki, gdy wykraczają poza ramy Koranu, są jego wrogami i dlatego są nie do ścierpienia. Sprawa chrześcijaństwa stałaby dziś o wiele lepiej, gdyby władcy chrześcijańscy tak byli sprytni jak Omar. Dziś już za późno palić książki, znosić akademie, uniwersytetom narzucać maksymę „Stet pro ratione voluntas239, aby ludzkość cofnąć do barbarzyństwa średnich wieków. Garść obskurantów nic już nie zdziała; dziś patrzymy na nich, jak na ludzi, którzy chcą światło zgasić, aby kraść. Ludy powoli zrzucają jarzmo wiary; symptomy tego widzimy w każdym kraju, chociaż w odmiennej formie. Powodem jest zbytek wiedzy, który dotarł do ludu. Co dzień podnoszący się i we wszystkich kierunkach rozszerzający poziom wiedzy i wykształcenia rozszerza coraz bardziej horyzont myśli każdego; dojdzie w końcu do tego, że mit, który stanowi szkielet chrześcijaństwa, straci swój urok i runie. Ludzkość wyrasta z religii jak z ubranek dziecięcych. Wiara i wiedza nie mogą przebywać w jednej głowie, tak, jak nie mogą razem przebywać wilk i owca; w tym wypadku wiedza jest wilkiem, który grozi pożarciem towarzyszce. Widzimy religię w walce śmiertelnej czepiającą się etyki, za której matkę chciałaby uchodzić. Nadaremnie! Etyka i moralność nie zawisły240 od żadnej religii, chociaż religia etykę sankcjonuje i przez to staje się jej podporą. Chrześcijaństwo, wypędzone ze stanu średniego, chroni się do sfer najniższych, gdzie wegetuje w postaci bractw i stowarzyszeń, i do sfer najwyższych, gdzie staje się narzędziem polityki. Przypominają się tu słowa Condorceta cytowane wyżej.