Gdy wieczór żonka tańczyła przede mną.

Ja muszę jechać dziś u Salaminę:

Znajdź chwilkę czasu, choćby i w noc ciemną

Przyjdź i dokładnie włóż jej tę drobinę...!”

A drugi zasie rzecze do szewczyka,

Co ma łokciowy, ale nie fartuszek:

„Słuchaj majsterku! Malutki paluszek

Mojej żoneczki, tańczącej tak cudnie,

Rzemień sandała gniecie: przyjdź w południe

I rozbij dziurkę, zwolniwszy rzemyka!”