O, racz z ducha mojego raz jeden zdjąć ów ciężar.

Zezwól, bym, nieprzytomny z miłości, na piersi, podobnej własnej,

W triumfie, zapomniawszy o sobie,

Poczuł się wreszcie człowiekiem!

Na darmo. Stygnie dłoń, gdy pychą ziębnąca

Po ziemski owoc sięga! Wzdycha pod tobą,

O, ciężkie brzemię myśli,

Kark mój, zaryty w pył!

Oko zasnute mgłą. Światłości przeczysta,

Niechaj się wzbiję na rozwidnioną wysokość!