Wiedząc, że słowa Nebuzaradana to nie przelewki, Żydzi powiedzieli mu, jak się rzecz w istocie ma:

— Mieliśmy proroka, który zwykł nas zawsze karcić za grzechy, dlatego zabiliśmy go. Minęło już sporo czasu od tego wydarzenia, a krew jego nie przestała wrzeć.

Nebuzaradan powiada na to:

— Ja go uspokoję.

Ściągnął członków wielkiego i małego sanhedrynu i zarżnął ich na miejscu, gdzie znajdowała się krew proroka, ale jej wrzenie nie ustało. Zamordował na tym samym miejscu młodzieńców i dziewczęta, a krew dalej kipiała. Krew zamordowanych potem dzieci również nie uciszyła proroka. Wtedy Nebuzaradan zawołał gromkim głosem:

— Zachariaszu, Zachariaszu! Zabiłem najlepszych z najlepszych ludzi twego narodu. Czy chciałbyś, żebym wszystkich Żydów wymordował?

W jednej chwili krew przestała kipieć.

Jednocześnie w sercu Nebuzaradana zakiełkowało ziarno skruchy:

— Skoro z powodu jednej istoty burzyła się i kipiała krew, to jak wielka jest moja wina. Ja przecież zamordowałem tak wielu ludzi.

Odbywszy pokutę uciekł, po czym posławszy do domu testament, przeszedł na wiarę żydowską.