Zaczyna Abraham rozmyślać. Jest w rozterce:
— Co ma zrobić? Powiedzieć Sarze? Za nic się nie zgodzi. Nie pozwoli. Kobiety mają miękkie serca. Wykraść go — boję się. Jeśli zobaczy, że dziecka nie ma, gotowa popełnić samobójstwo.
Myśli więc i myśli, aż powziął postanowienie.
Podchodzi do Sary i powiada:
— Ugotuj dobry obiad. Trzeba nam się dziś poweselić.
— Z jakiego powodu mamy się weselić?
— Weselić się powinniśmy codziennie. Na starość urodził nam się taki wspaniały syn. Sama radość.
Przygotowała więc Sara wystawny obiad. I kiedy tak sobie siedzą oboje i delektują się smacznymi potrawami, ni z tego ni z owego odzywa się Abraham:
— Wiesz co, stara, ja już w wieku trzech lat poznałem Boga, nasze zaś dziecko jest już duże i dotychczas nie ma o niczym pojęcia. Mam zamiar zaprowadzić go do takiego miejsca, gdzie będzie mógł się uczyć.
— Masz rację. Najwyższy czas. Zaprowadź go!