— Może, nie daj Bóg, swoim zakazem oddaliłem od Tory wielu Żydów?
Żeby uciszyć jego niepokój, niebiosa pokazały mu we śnie biały dzbanek wypełniony popiołem68.
Raban Gamliel postanowił wtedy pójść do rabiego Jehoszuy i przeprosić go. Kiedy wszedł do jego mieszkania, zauważył, że ściany są zadymione. Powiedział wtedy do rabiego Jehoszuy:
— Ściany w twoim mieszkaniu świadczą o tym, że jesteś kowalem.
— Biada pokoleniu — odpowiedział rabi Jehoszua — któremu ty przewodzisz. Biada statkowi, którego jesteś sternikiem. Co ty wiesz o cierpieniach, które znoszą uczeni w Piśmie? Czy wiesz, jak i z czego żyją?
— Zawiniłem wobec ciebie — rzekł raban Gamliel. — Przebacz mi!
Rabi Jehoszua nie przyjął jego przeprosin. Raban Gamliel ponowił więc prośbę o przebaczenie:
— Zrób to — powiada — przez wzgląd na honor całego mego życia.
Ustąpił wtedy rabi Jehoszua i przebaczył mu. Przeprosili się. Żydzi, świadkowie tego wydarzenia, zaczęli zastanawiać się, kogo by tu posłać, żeby zawiadomić o tym uczonych w Piśmie. Na ochotnika zgłosił się pracz:
— Ja pójdę — oświadczył donośnym głosem.