Sprawa jednak szybko się wydała. Rozgniewany ojciec wypędził córkę z domu. Przysiągł również, że ją wydziedziczy. Młodzi małżonkowie klepali biedę. Zimą nocowali w stodole na słomie. Był chłodny dzień zimowy. Oboje siedzieli właśnie w stodole. Akiwa delikatnie oczyszczał głowę żony Racheli ze słomy, mówiąc przy tym:
— Gdybym tylko miał za co, tobym ci kupił „Złotą Jerozolimę”80.
W tym momencie zjawił się Eliasz przebrany za żebraka.
Zapukał w drzwi stodoły i zawołał:
— Dajcie mi trochę słomy. Żona urodziła mi dziecko i nie ma czym wyścielić jego posłania.
— Widzisz żono moja — powiedział Akiwa — ten człowiek nie posiada nawet słomy. W porównaniu z nim jesteśmy bogaci.
— Nie bogactwa pragnę — odpowiedziała Rachela. — Pragnę tylko tego, żebyś dotrzymał słowa i poszedł do bejt ha-midraszu uczyć się Tory.
I posłuchał jej Akiwa i poszedł do bejt ha-midraszu, czyli do domu nauki rabiego Eliezera i rabiego Jehoszuy.
Po dwunastu latach nauki wrócił Akiwa do domu. Był już wtedy wielkim uczonym, nauczycielem dwunastu tysięcy uczniów.
Doszedłszy do domu, usłyszał, jak znany ze złego charakteru sąsiad mówi do Racheli: