— Ninaju! Ninaju! Rozstąp się i otwórz mi drogę. Muszę się dostać na drugi brzeg.

— Pinchasie! Pinchasie! — odpowiedziała mu rzeka — wiem, że masz spełnić wolę Stwórcy, ale ja też spełniam wolę Stwórcy. Ty albo ją spełnisz, albo nie, ja zaś z całą pewnością ją spełnię.

Rozzłościł się rabi Pinchas i zawołał:

— Jeśli natychmiast się nie rozstąpisz i nie otworzysz mi drogi na drugi brzeg, to sprawię, że twoim korytem nigdy już woda nie popłynie.

I woda w rzece od razu się rozstąpiła i rabi Pinchas pokonał ją suchą stopą. Tymczasem na brzegu pozostał człowiek dźwigający worek z pszenicą przeznaczoną do wypieku macy na zbliżające się święto Pesach.

Zobaczył to rabi Pinchas i zawołał z drugiego brzegu:

— Rzeko Ninaj, rozstąp się także przed nim. On spełnia boży nakaz.

I rzeka spełniła jego żądanie. I oto nagle wyłonił się trzeci człowiek z zamiarem przekroczenia rzeki. Był nim Arab, który przez cały czas, krocząc za nimi obydwoma, pozostał nieco w tyle. Rabi Pinchas wstawił się za nim u rzeki:

— Otwórz także przed nim drogę — zawołał. — On nam towarzyszył w drodze i powinnaś potraktować go tak samo, jak nas.

I rzeka rozstąpiła się, i Arab przeszedł na drugi brzeg.