— Może zmarły twój mąż był lepszym ode mnie uczonym w Piśmie, ale czy w dobrych uczynkach też był lepszy?

Na to wdowa tak mu odpowiedziała:

— Zbyt dobrze nie znam się na Torze, ale na dobrych uczynkach znam się dobrze. Mój zmarły mąż sam na siebie wziął cierpienia.

Pomyślał Raba: „Cierpienia są miłe”. I doszedłszy do tego wniosku, postanowił wziąć na siebie cierpienia na okres trzynastu lat. Sześć lat chorował na malarię i siedem lat cierpiał z powodu silnych bólów zębów. Kiedy dostawał napadu bólu, nie mógł powstrzymać się od jęków i krzyków, które sięgały nieba.

Zarządca stajen i obór Raby był bogatszy od perskiego króla. Kiedy zanosił zwierzętom karmę, te zaczynały tak głośno ryczeć, że słychać je było z odległości trzech mil. Z tego powodu starał się zawsze podawać im karmę, kiedy odzywały się bóle Raby Jehudy. Mimo to, krzyki cierpiącego Raby dochodziły znacznie dalej. Słyszeli je nawet podróżujący statkami po morzu.

Niektórzy opowiadają, że cierpienia Raby wzięły się z przypadku i tak samo ustały.

Pewnego bowiem dnia człowiek, który prowadził cielaka do rzeźni, minął przechodzącego obok Rabę. Nagle cielak urwał się z powrozu i podbiegł do Raby. Wsunął łeb pod jego płaszcz i płaczliwie zamęczał, jakby chciał powiedzieć: „Ratuj mnie!”. Raba na to się odezwał:

— Idź cielaku swoją drogą. Po to się urodziłeś.

W niebie zakotłowało się. Padło jedno zdanie:

— Raba nie zna litości. Zasługuje na cierpienia.