Prorok Eliasz często odwiedzał jesziwę rabiego Jehudy. Pewnego razu, a było to na początku miesiąca, przyszedł później niż zwykle.
Zdziwił się rabi Jehuda i zapytał go:
— Co się stało, że dzisiaj się spóźniłeś?
— Nie zdążyłem uporać się z czasem. Najpierw udałem się do groty Machpela, żeby obudzić Abrahama i umyć mu ręce. Potem musiałem zaczekać, aż skończy się modlić, żeby go znowu ułożyć na posłaniu. Te same czynności musiałem wykonać z Izaakiem i Jakubem. Jednym słowem, wszystko się przeciągnęło.
— Mogłeś przecież podnieść wszystkich trzech praojców za jednym razem.
— Tak, ale pomyślałem, że kiedy wszyscy trzej zaczną się razem modlić, mogliby w ten sposób sprowadzić przed czasem Mesjasza.
— Powiedz mi, Eliaszu, czy są dzisiaj na świecie ludzie równi naszym praojcom?
— Są — odpowiedział Eliasz — na przykład rabi Chija.
Zarządził rabi post. Postawiono rabiego Chiję przed pulpitem w bożnicy, żeby prowadził modły. I kiedy tłum wypowiedział za nim słowa z osiemnastu błogosławieństw „Bóg każe wiatrowi wiać”, natychmiast powiał wiatr.
Przy następnych słowach „spuszcza deszcz”, zaczęło padać. Kiedy doszedł do słów „ożywia zmarłych”, cały świat zatrząsł się w posadach.