Ledwom ją skończył, prorok przywitał mnie słowami: „Szalom alejchem, rabi”.
— Alejchem szalom — odpowiedziałem. — Pokój tobie, memu rabiemu i nauczycielowi.
— Synu mój — zapytał mnie Eliasz — po co wstąpiłeś do tych ruin?
— Żeby się pomodlić.
— Przecież mogłeś pomodlić się po drodze.
— Bałem się, że przechodnie przerwą mi modlitwę.
— Powiedz mi, synu, jaki głos tam usłyszałeś?
— Słyszałem brzmienie głosu z nieba, głosu, zwanego bat kol. Podobny był do głosu gołębicy. A mówił do mnie: „Biada mi, zburzony jest mój Dom, Spalona Moja Świątynia. I dzieci Moje rozproszone wśród narodów świata”.
Na to prorok Eliasz:
— Synu mój, uwierz mi, że był to zwyczajny wypadek. Codziennie się to powtarza. Trzy bat kol. A szczególnie słychać go wtedy, kiedy Żydzi wchodzą do bożnic i domów nauki, głośno powtarzając słowa modlitwy: „Amen, niech Jego wielkie Imię będzie pochwalone”. Wtedy Pan Bóg kiwa głową i powiada: