Podeszli do szkatułki. Awiezer włożył do zamka kluczyk, przekręcił i otworzył wieczko. W tej samej chwili myszki wyskoczyły ze szkatułki i rozbiegły się nie wiedzieć dokąd.
Małżonkowie stanęli jak wryci. Dreszcze wstrząsnęły ich ciałem. Kobieta zaczęła drzeć na sobie suknię i głośno zawodzić:
— Awiezerze, zgubiłeś nas! Gdybyś był ostrożny, myszki nie zdołałyby uciec. Ojej! Tyle razy ci mówiłam, żebyś wieczko ostrożnie uchylił, a ty je na oścież otworzyłeś.
— Gdybyś mnie usłuchała, nie byłoby tego nieszczęścia.
— A kluczyk to kto miał? Gdybyś był prawdziwym mężczyzną, a nie mięczakiem, to byś nie uległ słabej kobiecie i oboje uniknęlibyśmy nieszczęścia.
— Kochana moja żono. Co nam teraz pomoże twój płacz? Błędu już nie naprawimy. Teraz pozostaje nam prosić Boga o łaskę.
Po upływie trzech dni zjawił się król Salomon z królową Saby. Zastali oboje małżonków w stanie głębokiego przygnębienia. Żona Awiezera padła przed królem na kolana i płacząc zawołała:
— Panie mój i królu, przysięgam na moje życie, że to nie ja otworzyłam szkatułkę. Miej litość i nie zabijaj mnie.
Król zwrócił się wtedy do Awiezera:
— Dlaczego otworzyłeś wbrew memu rozkazowi szkatułkę? Powiedz, jak do tego doszło?