— Bo cały dzień orałyśmy w polu — odpowiedziały woły. — Nie dość, że byłyśmy wyczerpane, to jeszcze słudzy naszego gospodarza połamali nam wszystkie kości na grzbiecie.
Na to barany:
— Głupcy, kiedy nareszcie zmądrzejecie? Gdybyście potrafiły oszukać waszego gospodarza, to dałby wam spokój, przestałby męczyć.
— Jaką macie na to radę? — zapytały woły.
— Udawajcie od jutra chorych. Wtedy gospodarz da wam spokój.
Rada baranów przypadła wołom do gustu. Rankiem dnia następnego, kiedy słudzy Szmai sypali do koryta karmę, woły jej nie tknęły. Powiadomiony o wypadku Szmaja polecił zaprząc do pługów barany. Zdumieni słudzy zapytali:
— Jak to, panie gospodarzu? Jak można baranami orać? Kto to kiedy słyszał?
— Jako rzekłem, tako macie zrobić!
No i zaprzęgli barany do pługów. Nie obeszło się, rzecz jasna, bez batów i bez zadania zwierzętom ran.
Zobaczywszy, że ciała zwierząt pokryte są ranami, Szmaja wyciągnął całkowicie błędny wniosek. Uznał mianowicie, że barany są po prostu leniwe i należy je ostrzej potraktować. Nakazał wsypać jeszcze raz do koryta wołów świeżą paszę. Gdyby zaś dalej nie chciały jeść, zaprowadzi je do rzeźni na ubój. Usłyszawszy to, barany przestraszyły się i zaczęły ze wszystkich sił ciągnąć pługi.