Wieczorem po pracy słudzy zaprowadzili barany do obory i wsypali im do koryta ziarno i słomę. Wygłodniałe i zmęczone rzuciły się do jedzenia. Jadły i ciężko wzdychały. Woły zapytały je wtedy, dlaczego tak wzdychają:
— Zmusili nas — odpowiedziały barany — do pracy ponad siły. Bili nas i maltretowali. Ostrzegamy was, że jeśli będziecie dalej za naszą radą udawały chorych, to gospodarz zaprowadzi was do rzeźni. Na własne uszy usłyszałyśmy to z ust gospodarza.
— Biada nam — zaryczały woły. — Lepiej będzie, jeśli przerwiemy głodówkę. Zjemy nawet dwa razy tyle, ile zawsze, aby tylko zachować życie.
Szmaja wszystko to słyszał i zadowolony wybuchnął śmiechem. Stojąca przy nim żona ciekawa była, dlaczego tak się śmieje.
— Przypomniało mi się coś takiego wesołego, że nie mogłem się powstrzymać od śmiechu.
— Powiedz mi, co to było? Proszę cię.
— Niestety, nie mogę ci tego powiedzieć.
Kobieta wpadła w złość. Zaczęła go besztać. Nie skąpiła mu wymówek.
— Co ty sobie myślisz? Traktujesz mnie jak służącą. Chcesz przed żoną ukrywać tajemnicę? Powiedz, jeśli nie chcesz, żebym ci życie zatruła.
Szmaja zaczął ją prosić, aby nie nalegała.