Judyta684

Położone w Judei miasto Betulia685 oblegały wojska dowodzone przez Holofernesa686. Napastnikom udało się opanować wszystkie studnie i źródła wody znajdujące się poza murami. Sytuacja mieszkańców stała się dramatyczna. Miejskie, wewnętrzne studnie nie były w stanie zaopatrzyć w wodę ludzi i zwierzęta. Władze zarządziły reglamentację wody. Wskutek tego częstym zjawiskiem w oblężonym mieście były omdlenia, zwłaszcza kobiet i dzieci. Zrozpaczeni ludzie nie wytrzymali i tłumnie udali się do naczelnika miasta, aby zaprotestować przeciwko jego polityce uporczywej obrony przed nieprzyjacielem.

— Niech cię Bóg ukarze za to, żeś sprowadził na nas nieszczęście. Trzeba było poddać miasto Holofernesowi. Obeszłoby się mniejszymi stratami w ludziach. Teraz nie mamy już żadnej nadziei. Zginiemy z głodu i pragnienia. Czy nie lepiej będzie, jeśli poddamy się nawet teraz? Wiemy, że nie obędzie się bez grabieży, ale lepiej być obrabowanym i nawet zostać niewolnikiem niż umrzeć z pragnienia.

Uzijah687 wyszedł do tłumu, który coraz bardziej rósł i burzył się:

— Spokój! — zawołał. — Słuchajcie tego, co wam powiem. Wierzę, że Bóg przyjdzie nam z pomocą. Wytrwajcie jeszcze przez pięć dni. W tym czasie wasi bracia w innych miastach Judei dowiedzą się o naszej sytuacji i przyjdą nam z odsieczą. Chcieliśmy wysłać do nich gońców, ale wszystkie drogi zostały obsadzone przez nieprzyjaciela. Jeśli w ciągu pięciu dni nie nadejdzie pomoc, postąpimy tak, jak żądacie. Otworzymy bramy i zdamy się na łaskę wroga. Tymczasem idźcie do domów i módlcie się do Boga, który nie pozostaje głuchy na wołanie człowieka.

W oblężonej Betulii mieszkała pewna młoda wdowa o imieniu Judyta. Była córką arcykapłana Jochanana688. Jej zmarły mąż nazywał się Manasses689 i był również z rodu arcykapłanów. Zmarł od słonecznego udaru podczas pracy w polu. Judyta przez trzy lata nosiła po nim żałobę. Na poddaszu swego domu zbudowała mały pokoik, w którym modliła się i przez wszystkie dni tygodnia oprócz soboty pościła. Zamiast sukni nosiła pokutny worek.

Była to piękna kobieta. Po mężu odziedziczyła duży majątek. Miała dużo złota, srebra, wiele domów i mnóstwo niewolników. Słynęła z pobożności i dobrych uczynków, była osobą o dużym poczuciu godności narodowej. Nie mogła się pogodzić z myślą o wydaniu Betulii na łup nieprzyjaciela. Udała się więc do naczelnika miasta, który w otoczeniu starszych jej wysłuchał. Przemawiała mocno i zdecydowanie.

— Kim jesteście — powiedziała do nich — że ośmielacie się wystawiać Boga na próbę? A co będzie, jeśli po pięciu dniach pomoc nie nadejdzie? Wydacie miasto wrogowi? O nie! Tego nie możecie zrobić? A może Bóg wybrał inny dzień, aby nas ocalić? Nigdy nie należy wątpić w Boga. Czekajmy z ufnością. On nam ześle pomoc. Dlatego pytam was: czy z własnej woli mamy stać się niewolnikami? Czy sami mamy podeptać naszą godność narodową? Nigdy, przenigdy. Lepiej umrzeć niż żyć w niewoli.

Uzijah naradził się przez chwilę ze starszymi miasta, po czym rzekł:

— Słusznie mówisz, córko! W twych słowach nie ma ani jednej myśli, z którą byśmy się nie zgodzili. Zrozum, że musiałem tak postąpić, bo ludzie umierając z pragnienia żądali tego ode mnie. Jesteś bogobojną niewiastą, więc módl się do Boga, żeby napełnił nasze studnie wodą. Jeśli Bóg nie ześle nam deszczu, wszyscy zginiemy.