— Ciało cadyka nie jest nieczyste — odpowiedział Eliasz.
Razem udali się w dalszą drogę. Doszli do bardzo okazałej i pięknej jaskini. Wszedłszy do niej, zobaczyli wygodne łóżko i płonącą świecę. Eliasz ujął ciało nieboszczyka za głowę, a rabbi Jehoszua za nogi i położyli je na łóżku. Aniołowie zaś w niebie trzy dni i trzy noce opłakiwali go. Eliasz i Jehoszua pochowali go w tejże jaskini. Nazajutrz Eliasz postawił go przed niebiańskim sądem, gdzie duch rabbiego Akiby właśnie rozprawiał o tajemnicach zawartych w Torze. Dusze wszystkich cadyków zebrały się tutaj, aby posłuchać jego słów.
Po nim wyprowadzono rabbiego Hanani ben Tardion. Mówiono o nim, że był dobry dla ludzi i dla Boga, że na jego ustach nigdy nie pojawiły się słowa przekleństwa. Kiedy cesarz rzymski wydał rozkaz zabraniający nauczania Tory, rabbi Hanani ben Tardion zbierał Żydów na ulicach i targowiskach i wykładał im Torę.
Cesarz polecił tedy owinąć go w zwój Tory i spalić. Tak też uczyniono. Opatulono go również w wełniane namoczone w wodzie prześcieradła, żeby zbyt szybko nie umarł, żeby przedłużyć mękę konania. Córka rabbiego Hanani na widok jego mąk zaniosła się płaczem:
— Biada mi — krzyczała — że dożyłam chwili twojej śmierci.
Ojciec na to odpowiedział jej:
— Dobrze, córko, że widzisz mnie w tym stanie.
Uczniowie zapytali go:
— Co widzisz, rabbi?
— Widzę płonący pergamin i ulatujące z niego litery — odpowiedział rabbi Hanani i rozpłakał się.