Rozgoryczenie Żydów było tak wielkie, że groziło wybuchem powstania przeciwko Rzymowi. Przywódcy ludu żydowskiego postanowili uspokoić wzburzone umysły. Trzeba było wybrać takiego mówcę, który inteligencją, wiedzą i sztuką oratorską potrafiłby powstrzymać i przekonać wzburzonych Żydów, że powstanie może doprowadzić tylko do zguby narodu. Takim mówcą był rabbi Jehoszua ben Hanani. Wystąpiwszy przed rozgoryczonym ludem, powiedział:

— Opowiem wam coś w rodzaju bajki lub przypowieści. Lew pożarł owieczkę i w chwili, kiedy się nią zajadał, ofiara stanęła mu w gardle. Zrozpaczony lew zawołał: „Kto wyciągnie z mego gardła kość, tego sowicie wynagrodzę”. Na jego zawołanie zjawił się bocian, wsunął dziób w gardło lwa i wyciągnął kość. „A teraz — powiedział do lwa — zapłać mi”. Lew na to ryknął śmiechem: „Co ty sobie wyobrażasz? Jeszcze chcesz, żebym cię wynagrodził? Ciesz się, że wyszedłeś cało z mojej paszczy. Gdybym cię wynagrodził, to byś wszędzie się chwalił, że byłeś w paszczy lwa i nic się nie stało”.

Morał z tej przypowieści był dla Żydów jasny. Powinni się cieszyć, że wróg pozwala im jeszcze żyć.

Życie gorsze od śmierci

Pewien Żyd imieniem Imkantrin napisał do cesarza Hadriana814 list tej treści: — Jeśli nienawidzisz obrzezanych815, to powinieneś także nienawidzić Izraelitów. Jeśli nienawidzisz „strażników soboty”816, to powinieneś również nienawidzić Samarytanów. Tymczasem nienawidzisz tylko Żydów. Niech więc Bóg Żydów rozliczy się z Tobą.

Cesarz polecił, aby autor listu zameldował się u niego w celu odebrania wysokiej nagrody. Żyd przybył do pałacu i stanął przed obliczem cesarza. Ten wydał swoim sługom krótki rozkaz:

— Zetnijcie mu głowę!

A kiedy Żyd nic nie powiedział, cesarz Hadrian zapytał go:

— Jak mogłeś być takim głupcem, żeby przyjść po nagrodę? Przecież rozum dyktował, że spotka cię tylko kara.

— Chciałem — odpowiedział Żyd — uwolnić się od trzech wielkich nieszczęść.