— Pijcie i rozkoszujcie się tym starym winem. Mam nadzieję, że was poczęstuję nim również w dniu wesela mego chłopca.

Goście jednomyślnie mu przyklasnęli. Wyrazili też życzenie, aby dostojnik dożył dnia wesela syna.

Po uroczystości rabbi Szymon ben Chalafta udał się do domu. Nikt mu nie towarzyszył. Rabbi chciał być sam. Nagle drogę zastąpił mu Anioł Śmierci. Była już noc i miasto tonęło w ciemnościach.

— Rabbi polega widać — powiedział Anioł Śmierci — na swojej pobożności i dlatego nie boi się niebezpieczną porą chodzić samotnie po mieście.

— Kto ty jesteś? — zapytał rabbi.

Kiedy ten powiedział, rabbi go zapytał:

— Dlaczego jesteś taki smutny?

— Mam — powiedział Anioł Śmierci — w ręku wykaz, na którym napisane jest, że po trzydziestu dniach od uroczystości obrzezania mam zabrać chłopca do krainy śmierci. Tymczasem słyszałem, że jego ojciec obiecał poczęstować was tym samym starym winem w dniu ożenku chłopca. Ty zaś, rabbi, pobłogosławiłeś i złożyłeś ojcu życzenia, żeby dożył wesela syna. Z powodu tego błogosławieństwa boję się, że unieważniony zostanie wyrok śmierci i chłopiec pozostanie przy życiu.

— Skoro już masz w ręku wykaz skazanych na śmierć, to pokaż mi go. Chcę zobaczyć, jak długo jeszcze pożyję.

— Na życie takich ludzi jak ty ani nie mam wpływu, ani władzy nad nim.