Również ta historia potwierdza słuszność wersetu: „Rzuć swój chleb na wodę”.
I jeszcze jedno potwierdzenie:
Pewnego razu statek zaczął tonąć na pełnym morzu. Z pokładu pogrążającego się w wodzie statku wyskoczył pewien goj852, który trzymał w rękach deskę. Na tej desce udało mu się dopłynąć do brzegu. Był nagi, więc ukrył się w piasku. W tym samym czasie przechodzili tamtędy Żydzi, którzy odbywali pielgrzymkę do Jerozolimy853. Uratowany goj zwrócił się do nich z prośbą:
— Dajcie mi jakieś ubranie. Pochodzę z rodu Ezawa, brata Jakuba854, z którego rodu i wy pochodzicie. Morze pochłonęło cały mój dobytek.
Żydzi okazali się jednak nielitościwi. Co więcej, powiedzieli, że taki los powinien spotkać wszystkich z rodu Ezawa.
Nieszczęsny goj ujrzał wśród gromady Żydów rabbiego Eleazara ben Szamna. Zwrócił się do niego tymi słowy:
— Poznaję cię, jesteś wielkim uczonym. Cieszysz się ogromnym szacunkiem narodu żydowskiego. Ty wiesz, jak należy szanować człowieka. Zdobądź się na micwę855 i daj mi ubranie, żebym mógł przykryć gołe ciało.
Rabbi Eleazar miał na sobie zwykle siedem ubrań. Zdjął z siebie jedno i dał nagiemu gojowi. Potem zaprowadził go do siebie do domu, dał mu jeść i pić i dwieście złotych denarów856 do kieszeni. Następnie z wielkim szacunkiem odprowadził go do jego domu rodzinnego odległego o jakieś czternaście mil.
Po jakimś czasie zmarł cesarz i na opuszczony tron powołano owego goja. Zaraz po intronizacji wydał on dekret, na którego podstawie miano wszystkich Żydów w państwie zabić, a Żydówki sprzedać w niewolę. Na wieść o tym strasznym dekrecie cesarza delegacja Żydów udała się do rabbiego Eleazara ben Szamna, żeby wstawił się za Żydami.
— Wiecie przecież — oświadczył rabbi Eleazar — że władza nic za darmo nie robi.