— Masz — powiedzieli delegaci — cztery tysiące złotych denarów. Idź i wyproś uchylenie dekretu.
Rabbi Eleazar wziął pieniądze i udał się do pałacu cesarskiego. Stanąwszy przed drzwiami, powiedział strażnikom, żeby zameldowali cesarzowi, iż jakiś Żyd chce mu złożyć życzenia zdrowia i pomyślności. Cesarz polecił wprowadzić go. Zobaczywszy swego zbawcę, padł przed nim na kolana i zapytał:
— Co cię sprowadza do pałacu?
— Przyszedłem cię prosić, żebyś odwołał dekret o wytraceniu Żydów.
— Powiedz mi — powiedział cesarz — czy w waszej Torze857 zawarte jest kłamstwo?
— Nie!
— W waszej Torze jest napisane, że nikt z Ammonitów858 ani Moabitów859 nie może przebywać wśród Żydów, albowiem oba te narody nie chciały dać Żydom chleba i wody. Jest w niej również napisane, że nie należy nienawidzić Edomitów, ponieważ wywodzą się od Ezawa, waszego brata. Ja jestem potomkiem Ezawa, a więc jestem waszym bratem, a twoi Żydzi odmówili mi kiedyś pomocy — w chwili kiedy byłem w biedzie. Kto zaś postępuje wbrew Torze, ten zasługuje na śmierć.
— Prawda, tamci Żydzi zgrzeszyli, ale mimo to powinieneś okazać Żydom miłosierdzie.
— A czy wiesz — odpowiedział cesarz — że nasza władza niczego za darmo nie robi?
— Mam przy sobie cztery tysiące złotych denarów. Weź je i okaż miłosierdzie.