— Otóż przyjmijcie do wiadomości, że ja jestem Aniołem Śmierci.
Na dźwięk tych słów obaj podróżni padli z przerażenia na ziemię.
— Tobie — oświadczył Anioł Śmierci, zwracając się do kupca — śmierć teraz nie grozi, ponieważ dałeś biedakowi jałmużnę. Jeszcze pożyjesz pięćdziesiąt lat.
A zwracając się do karczmarza, rzekł:
— Dla ciebie nastał koniec. Nastała godzina twojej śmierci.
Karczmarz zaczął się tłumaczyć, błagać i jęczeć o litość:
— Jak to? Szliśmy przecież razem. Ja i mój przyjaciel, kupiec, udaliśmy się w jednej sprawie do miasta. Teraz on wróci bezpiecznie do domu, a ja mam umrzeć tutaj, na obcej ziemi. Czy tak się godzi?
— On się przy mnie zatrzymał. Ja byłem tym ślepym biedakiem. On mi dał jałmużnę. A kto jałmużnę daje, ten swoje życie ocala — oświadczył Anioł Śmierci.
— Pozwól mi żyć. Obiecuję, że ja również będę dawał jałmużnę.
— Człowiek, który wybiera się w podróż morską, przedtem na lądzie doprowadza swój statek do porządku. Kiedy znajdzie się na pełnym, burzliwym morzu, jest już za późno na remont statku. Tuż przed śmiercią za późno jest na pokutę i skruchę.