Co, myślicie, uczynił rabbi Meir? Zgasił światło i zdjął z twarzy welon. W mieszkaniu zrobiło się nagle jasno. To jasność płonęła z twarzy rabbiego Meira. Teraz wszyscy poznali go. Stanęli przed nim i ze skruchą poprosili o wybaczenie. Reb Jehuda wziął z jego rąk pajdę chleba i wręczywszy mu ją z powrotem, powiedział:
— To jest moja jałmużna dla ciebie.
— Wyślij żonę z domu — powiedział rabbi Meir. — Wyślij również synów i córki. Nikt z nich nie powinien zostać w domu.
Reb Jehuda postąpił tak, jak mu polecił rabbi Meir, i wraz z nim pozostał na miejscu. W dwie godziny po północy rabbi Meir pozwolił wężowi przebyć rzekę. Wkrótce wąż pojawił się w domu reb Jehudy z zamiarem uśmiercenia go.
— Czego chcesz? — zapytał węża rabbi Meir.
— Chcę zabić reb Jehudę i całą jego rodzinę za to, że nigdy nie dał nikomu jałmużny.
— Przepraszam — oświadczył rabbi Meir. — Wczoraj właśnie reb Jehuda nakarmił mnie i napoił. Na drogę dał mi nawet pajdę chleba. Idź więc precz z tego domu. Nie masz prawa wyrządzić mu krzywdy.
To rzekłszy, rabbi Meir wypędził węża z domu i zamknął drzwi na klucz.
— Nie otwieraj — powiedział do Jehudy — drzwi do samego rana.
Po godzinie usłyszeli jakby głos żony Jehudy. To wąż naśladując ją wołał: